in ,

Pan Dariusz pokazał paragon z Kołobrzegu. „Uważam, że drogo”

Piękna pogoda zachęca do tego, by z niej skorzystać i na chwilę oderwać się od rzeczywistości, chociażby wybierając się nad Morze Bałtyckie. Polacy wyjeżdżają odpocząć, a do sieci równocześnie trafiają zdjęcia „paragonów grozy”.

Ile zapłacimy za „smażoną rybkę”? Internauci przecierają oczy ze zdumienia. Wielu uważa, że to zdecydowanie za dużo.

Paragon z Kołobrzegu

„Paragony grozy” coraz częściej pojawiają się w mediach społecznościowych. Klienci są zaskoczeni cenami w restauracjach.

Jednemu z użytkowników Twittera nie spodobało się to, ile musiał zapłacić za obiad. Zupa ogórkowa, karkówka z ziemniakami i surówką oraz sok kosztowała klienta 45 zł.

„Zaj*** te ceny nad morzem. Takie nie za niskie” – skomentował pan Tomasz, dołączając paragon.

Również pan Dariusz nie mógł pogodzić się z cenami w jednym z lokali podczas pobytu w Kołobrzegu. Za zupę rybną, dorsza z pieca z surówkami, dorsza smażonego w zestawie, kawę i piwo musiał zapłacić 136 zł (dorsz z pieca był najdroższy, kosztował 45 złotych).

„Mój paragon z Kołobrzegu z majówki. Uważam, że drogo” – pisze.

Pod zdjęciem paragonu pojawiła się fala komentarzy. Internauci postanowili podzielić się swoimi historiami. Jeden z nich stwierdził, że za „smażoną rybkę” nie wszędzie przyjdzie nam dużo zapłacić. W pewnym lokalu na Śląsku dorsz z frytkami, którym najedzą się dwie osoby, kosztuje 46 zł.

„Na przekór „paragonom grozy” z nadmorskich smażalni, przedstawiam państwu najlepszego dorsza na Śląsku. To, co widzicie, to jest JEDNA porcja (zawsze bierzemy na pół) – widelec dla pokazania wielkości ryby. Nie wierzcie w to, że ceny nad Bałtykiem są uzasadnione kosztami” – przekazał.

Co o tym sądzicie? Dajcie znać w komentarzu!

Źródło: o2.pl, twitter