in

Żywy Ken pokazał plecy po kolejnej operacji plastycznej. Tym razem żałuje swojej decyzji.

Rodrigo Alves jest przykładem tego jak ważna jest samoakceptacja, ponieważ jej brak może doprowadzić do ciągłej pogoni, za wyimaginowanym we własnej głowie, ideałem. Ideałem, którego nie da się dogonić i pogoni, w której nie można się zatrzymać…

Nie nam oceniać tego mężczyznę, który nie krzywdzi innych, najwyżej sam siebie.

Ale pokazywanie do czego prowadzi brak umiaru i fałszywy obraz siebie, może mieć charakter edukacyjny i ostrzec kogoś przed niepotrzebnym bólem.

Rodrigo Alves próbuje zmienić się w żywą lalkę Kena.

Przeszedł już 60 operacji, które kosztowały go 500 tys dolarów. Jak sam mówi „jedynie stopy, dłonie i narządy intymne pozostały nietknięte skalpelem”.

Ostatni zabieg przyniósł mu ból ponad miarę i nieopisane cierpienie.

Marzył o tym zabiegu od dawna. Pragnął usunąć 4 pary żeber, żeby wyszczuplić talię.

Okazało się to nie takie proste jak sądził. Lekarze odmawiali wykonania takiego zabiegu. Tłumaczyli mu, że to bolesne i bardzo ryzykowne. Ale on nie chciał słuchać.

W końcu znalazł chirurga, który podjął się operacji. Zgodził się jednak na odpiłowanie 2 par żeber.
 

Rodrigo nie mając większego wyboru zgodził się. Operacja była bardzo trudna i trwała 5 długich godzin.
 

 
Rodrigo doświadczył bólu, którego dotąd nie znał, choć przeszedł tyle operacji. Jak sam mówi „tak może się czuć ktoś, po kim przejechała ciężarówka”…
 

 
Rozczarował go także efekt, zupełnie nieadekwatny do poniesionego ryzyka i ogromnego bólu, który musiał znieść. Na długo po wyjściu ze szpitala ból nieustannie mu dokucza, a blizny szpecą jego plecy.
 

 
Czy to zatem ostatnia operacja Rodrigo?
 
Raczej w to wątpimy. Jak sam przyznaje, nigdy nie akceptował swojego naturalnego wyglądu. Mówi, że był wyśmiewany w szkole przez rówieśników. Chciał mieć wpływ na to jak wygląda.
 
Taki efekt osiągnął:
 
Rodrigo przed pierwszą operacją po lewej, po 60-tej po prawej.