in

58-latka trafia do szpitala z dziwną wysypką. Dopiero po jej śmierci lekarze odkryli przyczynę.

58-letnia Tamela Wilson zmagała się ze schorzeniem, którego nie potrafili zidentyfikować lekarze. Niestety diagnozę postawiono dopiero po śmierci kobiety.

Córka Tameli, Amie May, opowiedziała jak wyglądał przebieg choroby jej mamy.

Tamela pracowała w ogrodzie i wieczorem zauważyła dwa kleszcze, które wbiły się w jej skórę. Nie przejęła się nimi. Nie pierwszy raz usuwała je samodzielnie.

Tym razem jednak przyniosły chorobę i nie była to powszechna borelioza.

Tamela wkrótce potem zaczęła się czuć bardzo źle. Nie miała dość siły, by wstać odebrać telefon.

Jej skórę pokryła wysypka, która nie ustępowała. Skóra pękała i stawała się sucha i nieelastyczna. Tamela przestała jeść. Lekarze rozkładali ręce, nie pomagało żadne leczenie. Kobieta zmarła w szpitalu.

Dopiero autopsja wykazała, że przyczyną śmierci Tameli był wirus Bourbon. Dużo groźniejszy niż borelioza i nie odkryto na niego dotąd lekarstwa ani szczepionki.

Co o nim wiadomo?
 
Jest przenoszony przez kleszcze. Wywołuje gorączkę, zapalenie mózgu, wysypkę, niszczy białe krwinki i prowadzi do śmierci. Pierwszy zidentyfikowany przypadek miał miejsce w amerykańskim Bourbon County, stąd wzięła się nazwa wirusa.
 

 
Wirus szybko niszczy białe krwinki. Dlatego chory czuje się ospały, zmęczony, ma silne bóle głowy, stawów i mięśni, gorączkę, wymioty i wysypkę.
 
Najczęściej nieprawidłowo zdiagnozowany chory bywa leczony na zapalenie płuc, zapalenie mózgu lub niewydolność krążeniowo-oddechową.
 

 
Po każdym spacerze warto sprawdzić czy nie zabraliśmy ze sobą nieproszonego gościa. A po usunięciu kleszcza trzeba obserwować czy nie pojawiają niepożądane objawy.