in

Chiny apelują, by „robić zapasy”. Żyjąca tam Polka wyjawiła całą prawdę.

W ostatnim czasie w mediach pojawiła się informacja o tym, że Chiny apelują do społeczeństwa o robienie zapasów. Wywołało to spory niepokój – czy naprawdę jest się czego bać?

Weronika Truszczyńska, Polka mieszkająca w Chinach postanowiła się do tego odnieść. Opowiedziała o tym, jak obecnie wygląda życie w tym kraju i czy sytuacja związana z pandemią koronawirusa powoli wymyka się spod kontroli.

Cała prawda o zapasach

Na temat robienia zapasów zdążyło już pojawić się mnóstwo teorii. Jedni są zdania, że Chiny apelują o to, obawiając się wojny z Tajwanem, a inni, że jest to wina szalejącej pandemii koronawirusa. Gdzie leży prawda? Polka postanowiła się temu nieco przyjrzeć:

„Chińskie Ministerstwo Handlu między słowami wydało instrukcję, że obywatele, mieszkańcy tego kraju powinni zrobić zapasy i mieć w domu zapas. To znaczy podstawowych produktów tj. ryż, olej czy suche makarony” – tłumaczy vlogerka.

Weronika dodała, że Ministerstwo Handlu chce zadbać przede wszystkim o to, by w prowincjach nie zabrakło dostaw świeżej żywności. Sytuacja stała się trudniejsza przez liczne ulewy, które doprowadziły tam do zniszczenia upraw. Poza tym Polka przyznaje, że robi się nieco niebezpiecznie, jeśli chodzi o sytuację epidemiologiczną:

„W Chinach jest nieciekawa, jak na Chiny, sytuacja dot. pandemii. Tzn. w czwartek odnotowano kilkadziesiąt nowych zakażeń w Pekinie. To jest bardzo dużo jak na Chiny, gdzie przeważnie jest kilka pojedynczych przypadków (…). To oznacza, że może zdarzyć się lockdown, ale taki z prawdziwego zdarzenia” – mówi youtuberka.

Weronika podkreśla, że lockdown w Chinach oznacza całkowity zakaz wyjścia z domu, dlatego też każdy obywatel powinien być przygotowany na czarną godzinę.

„Rządy lokalne zaczęły od razu wydawać komunikaty mówiące o tym, żeby nie panikować, bo nic się nie dzieje, nic nie będzie, nic nie nadejdzie” – mówi Weronika.