in

Mąż zostawił ją po tym, jak uległa strasznemu wypadkowi – Jej historia brzmi jak wyjęta z filmu!

Mąż porzucił swoją 37-letnią żonę po tym, jak dostała udaru. Jednak dzięki temu, że była bardzo silną kobietą, uparcie walczyła o to, żeby dojść do siebie. Postanowiła, że już nigdy się nie podda!

Początek 2015 roku okazał się być bardzo przykrym dla Riony Kelly, podaje The Sun. Kobietę sparaliżowało – od pasa w dół.

Wypadek samochodowy, w którym uczestniczyła Riona 18 miesięcy temu, spowodował uszkodzenie rdzenia kręgowego, a kiedy do tego doszedł jeszcze udar – lekarze nie mogli nic zrobić. Kobieta miała już nigdy nie wstać z wózka.

Jakby tego było mało – najbliższa jej osoba postanowiła ją z tym wszystkim zostawić. Riona wyznaje, że od dawna było niezbyt dobrze między nią a jej mężem. Kiedy została sparaliżowana, po prostu odszedł, uznając to za wystarczający powód. Odszedł wtedy, kiedy najbardziej potrzebowała jego wsparcia, pocieszenia i miłości. Kobieta bardzo się załamała i na chwilę przestała wierzyć w to, że cokolwiek ma sens, jednak wspierali ją przyjaciele i rodzina.

Minęło dużo czasu, jednak stan Riony nie uległ poprawie. Nadal nie mogła poruszać się o własnych siłach. W końcu uznała, że spróbuje się poddać rehabilitacji. Ten okres był dla kobiety bardzo ciężki, czego największym dowodem jest to, że niejednokrotnie próbowała odebrać sobie życie – nie zrobiła tego tylko przez wzgląd na swoje dzieciaki. ,,Wtedy poczułam, że muszę walczyć. Po 4 miesiącach wyszłam ze szpitala.” – mówi Riona dla The Sun
 

Możliwość opuszczenia szpitala była tak naprawdę początkiem walki Riony o to, żeby dojść do zdrowia. Dzięki fizjoterapeucie Keithowi Mansonowi z dnia na dzień mogła pozwalać sobie na coraz większe ruchy swoim ciałem.
,,Przeszłam szesnaście stopni na 2. piętro. Czas wykonania przeze mnie tej czynności wynosił 25 minut. Dawała mi siłę jedna myśl: robię to dla swoich dzieci.”

Intensywna rehabilitacja bardzo zbliżyła do siebie kobietę i jej fizjoterapeutę. W niedługim czasie oboje byli już pewni, że zakochali się w sobie po uszy. I tak zostali szczęśliwą parą!
 

Walka Riony nie należała do najłatwiejszych. Jednak się opłaciła – dzisiaj kobieta chodzi o własnych siłach, a wózek inwalidzki przydał jej się do ukończenia… dwóch maratonów!

Kobieta wyznała bardzo ważną, lecz nieoczywistą i paradoksalną rzecz:
 
,,Kiedy spojrzałam oczami pamięci na to, co się stało, dziś wiem, że to było najlepsze, co mi się mogło przytrafić. ”