in ,

Ratownik medyczny z Kalisza apeluje do Polaków. Jego słowa poruszają do głębi!

Ratownicy medyczny w czasach koronawirusa mają ręce pełne roboty. Żyją pod ciągłą presją, mając w świadomości to, że od nich zależy ludzkie życie. Pewien ratownik medyczny postanowił zaapelować do Polaków – ma dla nas bardzo ważne przesłanie.

Tomasz Stasiak z Kalisza na co dzień jest ratownikiem medycznym. Podobnie jak lekarze czy pielęgniarki, jest bardzo narażony na zakażenie. Jego praca wiąże się z ogromnym ryzykiem. Ratownik oprócz strachu o własne zdrowie, boi się także o zdrowie rodziny.

Podczas jednego z dyżurów miał kontakt z pacjentem, u którego stwierdzono koronawirusa. Dowiedział się o tym po powrocie do domu, do rodziny.

Zdecydował się, że razem z rodziną podda się domowej kwarantannie. Ratownik, jego żona i synek zaczęli mieć objawy przeziębienia. Póki co przechodzą koronawirusa bardzo łagodnie, jednak zdają sobie sprawę z tego, że o niczym to nie świadczy.

Ratownik postanowił, że zaapeluje do Polaków i wyjaśni, jak to wszystko wygląda od strony osoby ratującej życie i mającej bezpośredni kontakt z osobami zakażonymi.

„Wchodzimy do każdej chałupy jak do miny” – mówi pan Tomasz z Kalisza.

,,Kolejny dzień walki z koronawirusem. Kolejny dzień jadę do roboty, jest 6 rano. Słuchajcie, jest to dla nas ciężki czas. Dla nas, dla całej służby zdrowia, poczynając od dyspozytorów medycznych, co mają ogromną i ciężką robotę. Dla nas, na pierwszym froncie ratowników, bo wchodzimy do każdej chałupy jak do miny. No i później pielęgniarki, lekarze, diagności, salowe, wszyscy – słuchajcie, jesteśmy na polu bitwy, naprawdę uwierzcie mi. Proszę was, zastanówcie się ludzie, nie wychodźcie z domu, zostańcie te 14 dni, ta kwarantanna jest dla każdego.”

Ratownik podkreśla, że nigdzie nie jest bezpiecznie i nawet najbliższe osoby mogą nas zarazić.

„teściowa, którą kochasz może Cię zarazić, bo była w kościele w niedzielę, a tam sąsiadka na nią kichła”

,,Za każdym razem wychodząc z domu do roboty mam łzy w oczach. Nie pytam, co mam przywieźć, jak będę wracał z pracy, czy mam chleb kupić czy coś na kolację – nie pytam, bo nie wiem, czy wrócę. Uwierzcie mi. Zostawiam w domu dwójkę dzieci, za każdym razem ich całuję. Pamiętajcie te słowa, bo mamy dla kogo żyć” – mówi poruszony ratownik.
 
Weźmy sobie jego apel do serca – przekaż go dalej!