in

Kasia Kowalska ma dość hejtu. Postanowiła wyjawić prawdę na temat córki.

Kasia Kowalska w ostatnim czasie walczy z hejtem w Internecie. Artystka ma już tego serdecznie dosyć i postanowiła przerwać milczenie – wyznała całą prawdę na temat choroby swojej córki. Wcale nie jest tak, jak się ludziom wydaje.

O piosenkarce stało się nadzwyczaj głośno w ostatnim czasie z powodu choroby córki Oli, która przebywała w szpitalu w Anglii. Mnóstwo osób podejrzewało, że ma ona koronawirusa, po tym, jak została poddana intubacji, a także z apelu, który wystosowała artystka. Sama Kasia Kowalska nigdy nie potwierdziła ani nie zaprzeczyła tej informacji. Aż do teraz. W rozmowie z magazynem “Pani” powiedziała, na co tak naprawdę chorowała Ola.

Pora powiedzieć prawdę

Kiedy Ola Kowalska opuściła szpital, a menadżer zdradził, że wcale nie chorowała na COVID-19, fani byli naprawdę zdezorientowani. Wylała się fala hejtu, a to, że Kasia zaczęła odpisywać na wiadomości, zdawało się tylko pogarszać sytuację.

Wszystko zaognił również fakt, że Kasia Kowalska zdecydowała się zagrać koncert w Ciechanowie. Rozpętała się afera na cały kraj, ponieważ ludzie nie powinni wychodzić z domu w czasie pandemii, a na koncercie pojawiły się tłumy i ciężko było mówić o jakimkolwiek reżimie sanitarnym. Sprawą zajęła się policja.

Teraz Kasia Kowalska zwierza się w magazynie “Pani”:

„Ludzie zaczynają węszyć, wysyłają paparazzi, chcą wiedzieć, jak wygląda zapłakana Kasia Kowalska, która np. wyrzuca śmieci, wychodząc z domu. Pytali, na co chora jest jej córka, jak się zaraziła. A może to narkomanka? (…) Niektórzy pisali, że moja córka przedawkowała. Nie będę tego komentować.”

Podczas wywiadu wokalistka opowiedziała szczegółowo o chorobie Oli:

„Miała na początku normalne objawy przeziębienia (…) cały czas miała wysoką temperaturę. (…) Którejś nocy jej stan pogorszył się na tyle, że wezwały z koleżanką karetkę. Olę zabrano do pierwszego szpitala – tam stwierdzono, że ma zapalenie płuc.”

Wkrótce Ola wyszła ze szpitala, jednak szybko jej stan znów się pogorszył. Wtedy lekarze rzeczywiście podejrzewali koronawirusa, jednak prawda była zupełnie inna.

„Przyjechała po nią druga karetka (…) leżała w izolatce. Miała objawy – wysoką gorączkę, brak tchu, jej stan był poważny.” – mówi artystka.

Jak się okazało, Ola wcale nie miała koronawirusa, tylko adenowirusa:

„Ostatecznie okazało się, że Ola miała agresywnego adenowirusa. Przez trzy tygodnie była w śpiączce. Zaczęła uczyć się wszystkiego od początku – chodzenia, ściskania rąk. Cały czas była rehabilitowana.”

Teraz Ola Kowalska ma się już dobrze.

Podziel się tym artykułem ze swoimi znajomymi!