in ,

Jej ciało zamarzło w -30°C i było zamrożone przez 6 godzin. Ale jakimś cudem przeżyła!

Jean Hilliard od 40 lat pozostaje niewyjaśnionym cudem medycyny.

Był grudzień 1980 roku. 19-letnia wówczas Jean mieszkała w Lengby w stanie Minnesota. W nocy z 20 na 21 grudnia dziewczyna pojechała starym fordem ojca, na spotkanie z przyjaciółmi. Kiedy wracała dochodziła północ, a na dworze panował trzaskający mróz – 30 stopni.

Jean wpadła w poślizg na oblodzonej drodze i zjechała do rowu.

Nic jej się nie stało, ale znalazła się sama na totalnym pustkowiu. Bezradna Jean postanowiła szukać pomocy pieszo. Do domu miała daleko, ale dom jej przyjaciela Wally’ego Nelsona znajdował się jakieś 2 kilometry od miejsca, w którym wpadła do rowu.

Jednak okazało się, że pokonanie tej odległości nie było łatwym zadaniem dla nie odpowiednio ubranej dziewczyny. Kiedy przemarznięta Jean zobaczyła wreszcie światła zaraz zrobiło się wokół niej ciemno i straciła przytomność.

Tyle pamięta.

Około 7 rano Wally wyszedł przed dom i zobaczył kilka metrów dalej kopiec śniegu, spod którego coś wystawało. Podszedł sprawdzić co to jest i wtedy zobaczył zamarznięte ciało Jean ubranej w cienki płaszczyk.

Dziewczyna miała szeroko otwarte oczy, ciało było całkowicie sztywne.

Złapałem ją i wniosłem do domu. Byłem pewien, że nie żyje. Była całkiem zamarznięta, sztywna jak deska. Wally odpalił samochód, zapakował Jean i zawiózł do, oddalonego o 10 minut drogi, szpitala.

Lekarze nie byli w stanie wbić igły w jej ciało, a termometr nie był w stanie zarejestrować temperatury, ponieważ była poza skalą. Oczy nie reagowały na światło. A skóra była sina.
 

Żeby mieć pewność, że nie żyje musieli ogrzać ciało. Owinięto ją w koce i poduszki termiczne. Gdy zaczęło odtajać, lekarz wyczuł słaby puls. Dopiero wtedy zaczęto podejmować procedury reanimacyjne.
 

Reakcja pojawiła się po dwóch lub trzech godzinach po rozmrożeniu. Ciało było zimne, kompletnie zamarznięte, nikt nie wierzył w to, co się dzieje. – powiedział dr Sather

Przebudzenie
 
Około południa Jean obudziła się. Miała dreszcze, ale czuła się dość zwyczajnie. Martwiła się, że tata będzie zły na nią, z powodu samochodu…
 
Jej stan był doskonały. Nawet się nie przeziębiła, ani nie dostała kataru. Obudziła się jakby nigdy nic.
 
Jednak lekarzami wstrząsnął ten przypadek. Mówiły też o nim media w całym kraju. To dziś nawet współczesna medycyna nie potrafi wyjaśnić jak Jean przeżyła tak głęboką hipotermię, bez najmniejszego szwanku.
 

To tak, jakbym zasnęła i obudziła się w szpitalu. Niczego nie pamiętam i nie miałam żadnych szczególnych doświadczeń. – wspomina Jean

Dr David Plummer z University of Minnesota w ciągu 10 lat swojej kariery, wyprowadzał z hipotermii 12 zamarzniętych osób. Wyjaśnia, że kiedy ciało człowieka ochładza się, zwalnia przepływ krwi, może zajść proces jak u niedźwiedzia w stanie hibernacji. Organizm wymaga wtedy mniej tlenu, a kiedy podczas ogrzewania wzrasta przepływ krwi, ciało powoli powraca do normy.

Lekarze nie potrafią jednak wyjaśnić w jakim czasie i warunkach zapadanie w stan hibernacji musi zajść by ciało mogło przeżyć i powrócić do życia bez uszczerbku, tak jak Jean.
 

Najprawdopodobniej u Jean doszło właśnie do spowolnienia procesów biologicznych, dzięki czemu ciało otrzymywało taką ilość tlenu, by utrzymać ją przy życiu przez kilka godzin.

Poduszki termiczne powoli przywróciły krążenie i funkcje życiowe Jean.
 
Incydent nie wpłynął na życie Jean, no może tylko pod takim względem, że nigdy nie jeździ sama w nocy.

Źródło i Fotografie: mprnews.org