in

5-latka kupiła bezdomnemu kanapkę. A cztery lata później? Brakuje słów, by opisać to, co się stało!

Heiley Fort mieszka w Waszyngtonie ale nie jest zwyczajnym dzieckiem.

Podczas, gdy dzieci bawią się beztrosko, ona inicjuje akcje i rozwiązuje problemy z jakimi nie radzą sobie nawet dorośli.

Kiedy miała 5 lat spotkała bezdomnego, którego widok głęboko ją poruszył. Poprosiła mamę, by kupiły mu kanapkę, ponieważ prosił o jedzenie.

Miał na imię Edward.

Hailey pomyślała, że jedna kanapka nie rozwiąże problemów Edwarda, i że z pewnością codziennie jest głodny. Założyła więc przy domu z pomocą mamy ogród warzywny, w którym ciężko pracowała, żeby wyhodowanymi warzywami podzielić się z Edwardem i innymi bezdomnymi.

Ogród Hailey rozrósł się i wiele osób przychodziło żeby pomóc jej go uprawiać i przygotowywać warzywa dla bezdomnych.

4 lata później Hailey nadal uprawia ogród, ale i to uznaje za niewystarczającą pomoc dla Edwarda.

Uznała, że musi mieć choćby skromny i malutki, ale zawsze dach nad głową i postanowiła z pomocą mamy i dziadka go dla niego zbudować.

Hailey udało się uzyskać grant od miasta w wysokości 3000 dolarów, które mogła przeznaczyć na materiały.

Zbudowała miniaturowy domek o wymiarach 2.4 m na 1.2m, żeby Edward mógł się w nim bezpiecznie wyspać i ochronić przed deszczem.


 
„To jest niesprawiedliwe, że ludzie są bezdomni” mówi Hailey. „Każdy powinien mieć gdzie mieszkać. Edward cieszy się, że będzie miał schronienie. Wybrał sobie nawet kolor ścian swojego nowego domu.”

Hailey wierzy, że to lepsze schronienie niż żadne i mówi, że zbuduje takie, także dla innych bezdomnych.
 

 
„Nie chcę, by całe życie musieli moknąć na deszczu, zwłaszcza, że często mamy złą pogodę” – mówi.
 
Założyła z mamą formalną organizację charytatywną. Kupuje kurtki zimowe dla biednych dzieci w Waszyngtonie i zbiera pieniądze na inne ich potrzeby biednych i bezdomnych.
 

 
Hailey zorganizowała także szkolenie dla dzieci z uprawy warzyw. Uważa, że gdyby dzieci z biednych rodzin założyły ogródki warzywne, byłby rzadziej głodne, a także zdrowsze.
 
Waszyngton jest siedzibą Kongresu – potężnej władzy, gdzie toczy się najważniejsza gra polityczna, a nierzadko losy świata. I w tym samym mieście mała dziewczynka dostrzega prawdziwe problemy świata, pokazuje ludziom, że to one są najważniejsze i realnie stara się je rozwiązywać…
 
Nam brakuje odpowiednich słów żeby wyrazić dla niej podziw, a Wam?