in ,

W czasie jednej imprezy w Chinach ginie 10 tys. psów i kotów. Nie uwierzysz, kto jako jedyny zaprotestował.

Coroczny czerwcowy festiwal w Yulin bulwersuje świat, ale wciąż się odbywa. Ginie na niej ponad dziesięć tysięcy zwierząt, zabijanych w bestialski sposób.

A wszystko to w celach kulinarnych…

Na festiwal psiego mięsa przybywają Chińczycy z całego kraju. Wierzą, że mięso jest smaczniejsze, gdy zwierzę umiera powoli.

Psy znajdują się z makabrycznych warunkach.

Mimo, że co roku jednocześnie odbywają się protesty, władze wydają organizatorom zgodę na kolejną coroczną rzeź.

Społeczna akceptacja jest silniejsza niż ilość obrońców praw zwierząt.

Ale pewna starsza Chinka zareagowała…

Pani Yang Xiaoyun ma sześćdziesiąt pięć lat, ale wiek nie powstrzymał jej przed przyjazdem 2 400 kilometrów do Yulin.

Emerytowana nauczycielka postanowiła uratować tyle zwierząt, ile się uda.
 

Przywiozła ze sobą oszczędności w wysokości równowartości 1100 dolarów. Dla emerytki w Chinach to ogromna suma.
 

 
Wykupiła ile zdołała i zorganizowała schronisko dla zwierząt.
 

 
Mimo, że żyje bardzo skromnie wszystko co ma oddaje dla psiaków.
 

 
A one wynagradzają jej to oddaniem i miłością.
 

 
Jej postawa, szczególnie w tym kraju jest godna podziwu.
 

 
Ta kobieta kocha zwierzęta i bardziej dba o nie niż o siebie.
 

 
Czy kiedyś władze zabronią organizowania tego barbarzyńskiego festiwalu?

Źródło i Fotografie: boredpanda.com