in ,

Podczas zabawy 9-latka słyszy szelest w krzakach. Podchodzi tam i dokonuje szokującego odkrycia

W czasie wakacji dzieci mają więcej czasu, czasem ponosi je fantazja, czasem miewają niezwykłe przygody.

Niemniej jednak ta, która przydarzyła się 9-letniej Elysii Laub, z pewnością nie należała do typowych.

Elysia mieszka w Lowell w stanie Indiana. Podczas zabawy usłyszała szelest w krzakach i pobiegła do nich przekonana, że to jedna z ich świnek morskich.

„Mamy dwie świnki. Pomyślałam, że może mają dziecko, lub coś takiego, ale zobaczyłam dwie różowe nóżki.”

Elysia natychmiast pobiegła po pomoc do mamy.

Razem z nią podeszła do krzaków, odchyliły zarośla i oszołomione zobaczyły noworodka. Matka Elysii jeszcze przez moment łudziła się, że to droga lalka, ale kiedy zobaczyła pępowinę i łożysko przestała wątpić w to, co realnie rozgrywało się na jej własnych oczach.

Miała przed sobą najprawdziwszego noworodka i to we własnym ogródku…

Heidi natychmiast podniosła maleństwo, krzyknęła do Elysii, by biegła do domu i wykręciła numer alarmowy.

Maluszek był zostawiony w pełnym słońcu i doznał poparzeń słonecznych, ale lekarze ze zdziwieniem stwierdzili, że poza tym jego stan jest dobry. To była dziewczynka.

Oficerowie zaczęli nazywać ją „Cudownym dzieckiem Jane Doe”.

Trudno jednoznacznie ustalić jak długo dziecko przebywało podrzucone na podwórku Laubów. Lekarze oceniają, że mogło to być od kilku godzin do doby.
 
Na łożysku i pępowinie były już robaki.
 
Podczas konferencji prasowej szeryf John Buncich powiedział:
 
„Dziecko zostało znalezione na odludnym wiejskim terenie i gdyby 9-latka nie wyszła pobawić się na zewnątrz, już z pewnością by nie żyło.”
 
Według ABC7 Chicago, policja ustaliła, że matka dziecka jest nastolatką z Lowell. Ze względu na jej wiek, żadne inne informacje nie zostały opublikowane. Sprawa została przekazana do Indiana Department Services, a prokuratorzy po rozpoznaniu sprawy ustalą co dalej z matką i dzieckiem.
 
Elysia została nazwana „aniołem stróżem” i „bohaterem”, ale skromna dziewięciolatka twierdzi, że sama tego nie zrobiła:
 
„Ktoś mi pomógł,” powiedziała.
 
„To był Bóg”.
 

 
Czy też był to przypadek, czy zadziałała siła wyższa faktem jest, że Elysia uratowała maleństwo przed niechybną śmiercią. Choć ona sama jest przekonana, że Bóg ją zaprowadził w to miejsce, gdzie wcale nie miała zamiaru iść…
 

 
Co o tym sądzicie?