in

Para adoptuje córkę. Gdy ojciec widzi ją pierwszy raz, zdaje sobie sprawę, że już ją kiedyś widział.

Walter Manis z Arkansas pochodził z głęboko wierzącej katolickiej rodziny. Jako dwunastolatek miał sen, w którym rozmawiał z Bogiem. Bóg powiedział mu wtedy, że w przyszłości zostanie ojcem ciemnowłosej dziewczynki, o oliwkowej cerze, imieniem Chloe.

Walter był dopiero chłopcem, więc nie specjalnie przywiązywał wagę do treści przekazu płynącego ze snu ale rozmowa z Bogiem zrobiła na nim takie wrażenie, że sen zapadł mu w pamięć. Jak wszystko, co przeżywamy w dzieciństwie, z czasem stało się jednak mało znaczącym wspomnieniem.

Jako dziecko przyjaźnił się z Annie. Ich rodziny spędzały ze sobą dużo czasu, wszyscy się lubili.
Walter jednak myślał o Annie wyłącznie w kontekście koleżeńskim. Później wraz z rodzicami przeprowadził się on do innego miasta. I stracił z Annie kontakt na jakiś czas.

Minęły lata a Annie dostała się do szkoły w pobliżu miasta, w którym teraz mieszkał Walter.

Odszukała go i poprosiła, by pokazał jej okolicę. Ponownie zżyli się ze sobą ale tym razem ich więź była głębszej natury. Zakochali się w sobie i z przyjemnością spędzali czas razem. Nie mogli uwierzyć jak dobrze do siebie pasują.

Wszystko wydawało się być na idealnej drodze do wspólnego szczęścia.
Pobrali się i byli niewiarygodnie szczęśliwi. Mieli plany, aby założyć rodzinę, ponieważ oboje od zawsze marzyli o tym, aby mieć dzieci.

„Od zawsze czułam, że Bóg ma dla mnie misję, że mam zostać matką. Macierzyństwo było moim największym marzeniem. Wiem, że Walter również pragnął dzieci. Jednak, gdy nasze starania nie przynosiły rezultatów, zaczęliśmy się od siebie oddalać. Byłam sfrustrowana tym bardziej, że wszyscy nasi znajomi spodziewali się dzieci, a my jedni nie mogliśmy ich mieć. Byłam zła na Waltera, winiłam go za to, że nie mogę zajść w ciążę. Wtedy powiedziałam mu o adopcji. On jednak nie chciał o tym słyszeć.”

Walter zdawał sobie sprawę z tego co czuje Annie. Widział, że cierpi, choćby wtedy gdy koleżanki chwaliły się swoimi zdjęciami z USG.
„Wiedziałem, że Annie pragnie dziecka najbardziej na świecie i bardzo cierpi. Nie wiedziałem jak jej pomóc. Nie mogłem sobie wyobrazić, że mógłbym wychowywać obce dziecko. Ale z czasem poczułem, że Bóg pomaga mi przezwyciężyć własny opór i zacząłem w sobie oswajać tę myśl”.

W końcu Walter zgodził się, żeby zostali rodziną adopcyjną.

Pomyślnie przeszli cały proces, aż wreszcie otrzymali długo oczekiwany telefon z agencji adopcyjnej i upragnioną wiadomość: „To dziewczynka”. Ich radość była ogromna. Dopiero wtedy uwierzyli, że naprawdę zostaną rodzicami. Postanowili wtedy wymyślić imię dla ich córeczki. Okazało się, że jedyne imię, jakie przyszło im od razu obojgu do głowy, to imię Chloe. Byli zdziwieni taką zgodnością, ponieważ wcześniej obserwowali jakie to było trudne zadanie dla wielu spośród ich przyjaciół, którzy przed nimi oczekiwali potomka.

Nadszedł wreszcie dzień spotkania z matką dziecka, która zdecydowała się oddać je do adopcji.
Gdyby kobieta nie zaakceptowała ich jako rodziców dla swojego dziecka, nie otrzymaliby dziewczynki na wychowanie. W obecności pracownicy z agencji adopcyjnej udali się do domu kobiety. Walter i Annie sprawili dobre wrażenie na ciemnowłosej kobiecie o oliwkowej skórze ale kiedy matka biologiczna wyznała im, że jeszcze przed ciążą chciała, żeby jej córka miała na imię Chloe, para nie mogła ukryć zdziwienia, które szybko przerodziło się we wzruszenie. Natychmiast podzielili się z kobietą tym, że właśnie to imię dla niej wybrali. Walter, wtedy z całą ostrością, jakby to było wczoraj, przypomniał sobie swój proroczy sen sprzed lat.
„Uświadomiłem sobie, że On to wszystko dla mnie zaplanował…”

Po tak udanym spotkaniu sprawa została przesądzona. Walter i Annie zostali szczęśliwymi rodzicami ciemnowłosej Chloe, o oliwkowej cerze.

Nie wyobrażają sobie życia bez swojej małej dziewczynki.
Są szczęśliwą i spełnioną rodziną, której pokrętną drogę wypełnił zapisany gdzieś dla niej scenariusz. Przyjęli z pokorą i miłością na siebie misję wychowania dziecka w otoczeniu spokoju i bezpieczeństwa. Oboje wierzą, że ta dziewczynka była zapisana im, a oni jej. I choć czekali na nią długo, to tak właśnie miało być.

Wiele par chciałoby być na miejscu Waltera i Annie. Adopcja choć zwykle brana pod uwagę jako ostateczność, wcale nie jest łatwym i prostym sposobem na zostanie rodzicami. Jednak podjęty trud, wynagradza czas oczekiwania i całej drogi, którą trzeba przebyć. Podziel się tą historią, może być dla kogoś ważną inspiracją w poszukiwaniu rodzicielskiej miłości.

Źródło i Fotografie: littlethings.com / youtube