in

Dziecko bawiło się w ogrodzie i nagle zaczęło krzyczeć. Opiekun tylko na sekundę spuścił je z oczu

Christine Blankenship musiała iść do pracy i zostawiła synka w domu ze swoim przyjacielem Jake’em, który zaplanował cały dzień zabaw w ogrodzie.

Dzień przebiegał bardzo miło i Jake zadzwonił do swojej przyjaciółki, aby powiedzieć jak dobrze razem się bawią i zapewnić, że wszystko jest w porządku.

Podczas tej krótkiej rozmowy przez telefon, Jake przez chwilę nie patrzył na chłopca i stało się coś strasznego. Matka usłyszała w tle histerycznie krzyczącego syna.

Christine nawet nie pytała co się stało, zakończyła rozmowę i pojechała prędko do domu, by upewnić się, że jej syn ma się dobrze. Jak się okazało, Lucas bawiąc się w ogrodzie, wziął do buzi stonogę i zaczął ją żuć – w kontakcie z ustami zwierzę uwolniło toksynę stosowaną do odpierania drapieżników. Co gorsza, spowodowało to reakcję alergiczną na wargach dziecka.

Christin natychmiast zabrała syna do szpitala. „Wyglądał jak pies, który zjadł pszczołę” – skomentowała matka podczas wywiadu.

Okazało się, że Lucas był wyjątkowo uczulony na owady. W szpitalu mały chłopiec otrzymał leczenie, którego potrzebował, aby jak najszybciej zmniejszyć obrzęk warg.

Lucas cierpiał i płakał przez ponad dwie godziny, po czym lek zaczął działać zgodnie z oczekiwaniami. Z powodu obrzęku dziecko nie było w stanie nic jeść ani pić.

Aby zwiększyć świadomość na temat alergii, Christine postanowiła podzielić się historią i zdjęciami swojego syna w sieci. Niestety, Christine otrzymała wiele negatywnych komentarzy. Wiele osób zaczęło ją obwiniać.

Małe dzieci są ciekawskie i pełne życia, co może bardzo utrudniać śledzenie ich każdego ruchu. Rodzice dokładają wszelkich starań, aby je kontrolować i nikogo nie należy winić za taką sytuację. Najważniejsze jest to, że dziecko otrzymało opiekę, której potrzebowało, i ma się dobrze. Podzielmy się tą historią ze wszystkimi!