in

Wnuczek dostał histerii w miejscu publicznym. A dziadek powtarzał w kółko te same słowa…

Czy także macie wrażenie, że dzieci zawsze wmuszą mieć zły humor w najmniej odpowiednim momencie?

Gdy jesteśmy w miejscu publicznym typu sklep, park czy ulica, one muszą wszcząć awanturę, krzyczeć i płakać. I zdarza się to niestety nawet najgrzeczniejszym.

I kiedy taki malec wpada w histerię stajemy się najczęściej bezradni. Bo nie chcemy ulec wymuszeniu i spełnić życzenia, o które się awanturuje, a z drugiej strony nie chcemy także by wszyscy gapili się na nas karcącym wzrokiem, że nie potrafimy okiełznać własnego dziecka.

Ale ten dziadek znalazł sposób…

Pewna kobieta była świadkiem takiej oto sceny.
Dziadek był na zakupach z wnuczkiem, który domagał się wszystkiego co zobaczył i po każdej odmowie był coraz bardziej wściekły. Mały nadawał jak najęty. Kup mi batonik. Kup mi colę, kup samochodzik itd, i krzyczał domagając się spełnienia żądania.
 
Dziadek jednak nie dawał wytrącić się z równowagi. Robił zaplanowane zakupy i spokojnym tonem powtarzał:
 
„Spokojnie Albert, nie będziemy tu długo. Tylko spokojnie. Trzymaj się dzielnie.”
 
Przy kasie mały awanturnik zaczął kolejne sceny. Postanowił wyrzucić wszystko z wózka na podłogę.
 
Dziadek wciąż ze stoickim spokojem powtarzał – „Albert, Albert. Spokojnie. Nie denerwuj się. Za pięć minut będziemy w domu. „
 
Obserwująca scenę kobieta wreszcie odezwała się do staruszka:
 
– Wie Pan co, może to nie moja sprawa, ale chciałam tylko powiedzieć, że jestem zdumiona. Nie wiem jak dał Pan radę być tak spokojnym. Jest Pan niesamowity! Albert ma ogromne szczęście, że ma takiego dziadka.
 
– Dziękuję Pani – odpowiedział mężczyzna z uśmiechem – ale to ja jestem Albert. Ten mały szatan ma na imię Steve.
 

 
Jeśli rozbawiła Was ta historia? Nie zapomnijcie się nią podzielić ze znajomymi!