in ,

Postanowiła osobiście przetestować freebleeding. Skutki odczuła już pierwszego dnia.

Freebleeding staje się coraz popularniejszym trend wśród kobiet. Oznacz nic innego, jak swobodne krwawienie.

Tak chodzi o krwawienie miesiączkowe i rezygnację ze środków higienicznych typu podpaska, tampon czy nawet kubeczek.

Trend nie tylko w założeniu może być szokujący. Jeszcze bardziej zaskakuje fakt, że kobiety dzielą się tym doświadczeniem w internecie i publikują zdjęcia zakrwawionej bielizny, ubrań, lub swobodnie spływającej bo nogach…

W związku z narastającym zainteresowaniem kanadyjska dziennikarka, Aurora Tejeida, postanowiła przetestować go na sobie.

Swoje wrażenia opisała w artykule na portalu Vice.com:

Dzień 1

W pierwszym dniu Aurora spędziła dzień siedząc na ręczniku i oglądając telewizję. Ze zdumieniem spostrzegła, że jej krwawienie nie jest ciągłe. Do tej pory uważała, że krew sączy się cały czas. Teraz miała okazję zaobserwować jak to wygląda naprawdę.

Zdziwiła się także, że wieczorne wyjście, na które wybrała się z przyjaciółmi i poszła bez żadnego zabezpieczenia nie skończyło się jakimś dramatem. Jak opisuje Aurora skończyło się lekkim zaplamieniem bielizny.

Na noc także nie włożyła podpaski. Spała na ręczniku, ale żadnych plam na nim nie było.

Na koniec dziennikarka dodała jeszcze: „Dodatkowy plus był taki, że nie musiałam stresować się tym, żeby wstać o 5 rano i zmienić tampon, żeby uniknąć zespołu wstrząsu toksycznego”.

Dzień 2

W przypadku Aurory drugi dzień okresu jest najbardziej obfity. Nie chciała jednak zrezygnować z normalnych aktywności i przetestować freebleeding w różnych okolicznościach.

Zgodnie z planem wybrała się więc na jogę, na którą włożyła czarne legginsy. Przekonała się, że podczas ćwiczeń krwawienie się nasila i dyskomfort jest przy tym niemały.

„Każda dziewczyna wie, że kichanie i kaszlenie przeważnie sprzyjają krwawieniu podczas okresu. Ale tym razem naprawdę byłam w stanie za każdym razem stwierdzić, kiedy to się dzieje”

Ale Aurora spostrzegła coś bardzo ważnego – dzięki świadomości tego, kiedy krwawi, poczuła wyjątkową więź ze swoim ciałem. 


 
Po jodze wybrała się na pizzę.
 
„Jeśli chcecie poczuć się naprawdę wyzwolone, spróbujcie tego. Nieprzejmowanie się to najlepsze uczucie na świecie”
 
Potem wróciła do domu, wzięła prysznic i szykowała się na jeszcze jedno wyjście.
 
Poszła do kina, w którym spędziła ponad dwie godziny. 
 
„I wszystko było w porządku! No, prawie. Zdecydowanie poplamiłam majtki i moje czarne dżinsy po wewnętrznej stronie. Ale żaden kinowy fotel nie ucierpiał, daję słowo”.
 
Tej nocy zdecydowała także nie rozkładać ręcznika. I ponownie plam nie było.
 

 
Dzień 3
 
Trzeciego dnia miała kłopot, bo szła do pracy i nie chciała poplamić eleganckich spodni.
 
„Nie chciałam zakładać tamponu, ale też nie chciałam poplamić krwią moich jasno szarych spodni. Zdecydowałam się więc założyć wkładkę higieniczną. Co ciekawe, okazało się, że trzeciego dnia prawie w ogóle nie krwawiłam”.
 
Podsumowanie
 
Na zakończenie Aurora posumowała cały eksperyment.
 
„Czy zrobiłabym to ponownie? Prawdopodobnie nie podczas całego okresu, ale juz wiem, że nie będę więcej spać z tamponem, tylko z wkładką. Wcześniej próbowałam kubeczka menstruacyjnego, ale jego aplikacja była dla mnie zbyt bolesna. Zdecydowanie użyję tamponu wybierając się do pubu, do kina, na jogę, do pracy albo z wizytą do znajomych.
 
Po tym eksperymencie zmniejszyłam ilość używanych tamponów o prawie ⅔ ”
 
A Wy co myślicie o tym nowym trendzie? Zdecydowałybyście się na coś takiego?